Listopadowe czytajki

W miesiącu, który jak dla mnie najbardziej sprzyja czytaniu, mam zamiar sięgnąć po siedem tytułów. Jako, że aktualnie nie mam zbyt wielkich możliwości czytania książek w wersji tradycyjnej, większość z nich przeczytam w formie e-book.

Pierwszy w kolejności jest "Przenicowany świat" autorstwa braci Strugackich. Udało mi się zakupić pierwsze polskie wydanie  z 1971 (Warszawa, Iskry). Doczytałam się, że ta wersja jest nieco okrojona, dlatego też w przyszłości jeszcze raz sięgnę po ten tytuł w bardziej aktualnym wydaniu.

Następnie chciałabym zabrać się za "czteropak" brytyjskiego dziennikarza i pisarza - Simona Becketta. Książki jego autorstwa cieszą się sporą popularnością i są wysoko oceniane przez czytelników. Głównym bohaterem jest wybitny antropolog David Hunter, który towarzyszyć nam będzie podczas wszystkich lektur. Seria kryminałów składa się z  czterech pozycji (wszystkie wydane przez Wydawnictwo Amber -źródło okładek):

Chemia śmierci      http://www.wydawnictwoamber.pl/files/518067295/zapisane-w-kosciach_1092,w_379,wo_240,ho_380,_small.jpg      Szepty zmarłych      Wołanie grobu

Książki chciałabym zgłosić do wyzwania czytelniczego "Pod hasłem" - zobaczymy czy się wyrobię. 

W tak zwanym międzyczasie zaglądać będę do "Teatrzyku Zielona Gęś" - K. I. Gałczyńskiego (Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Warszawa 1987). Niektóre z przedstawień potrafią rozbawić mnie do łez. Już się cieszę na spotkanie z Gżegżółką, Piekielnym Piotrusiem, Hermenegildą i Osiołkiem Porfirionem! (Z boku przedstawiam Wam najkrótsze znane mi na świecie przedstawienie.)

Ostatnią listopadową pozycją, jeśli starczy mi sił i czasu będą "Rzeki Hadesu" Marka Krajewskiego. To czwarta część cyklu z Edwardem Popielskim, którego los rzuca z Lwowa do Wrocławia. Tym razem od rozwiazania sprawy zależy życie zarówno jego jak i jego kuzynki Leokadii. W Breslau spotka się dwóch (legendarnych już) śledczych wykreowanych przez Krajewskiego: Popielski i Mock, jak dla mnie świetny duet.

A po jakie tytuły Wy sięgniecie? 




Czytaj dalej »

Księżniczka z lodu - Camilla Läckberg


Księżniczka z lodu

Wyobraźcie sobie, małe, malownicze miasteczko leżące na  zachodnim wybrzeżu Szwecji, niedaleko Göteborga. Gdzie każdy zna każdego. Zimą spokojne, jakby opustoszałe - latem zamienia się w raj dla turystów. Ludzie wiodą tu normalne, ustabilizowane życie z wszystkimi jego problemami i radościami. Tutaj nie dzieje się nic nadzwyczajnego ani wymagającego szczególnej uwagi. Taka właśnie jest Fjällbacka, gdzie najbardziej sensacyjnymi wiadomościami zazwyczaj są te „kto z kim i dlaczego?”. Dlatego też wszystkimi wstrząsa wiadomość o śmierci Alexandry Wijkner. Jednak po kolei…

Eilert Berg jest nieco zmęczony życiem. Chociaż nie tyle samym życiem co swoją żoną… bo przecież ileż można znosić jej ciągłe marudzenie. Korzystał z każdej okazji żeby wyjść z domu, a gdy przy tym udało mu się coś zarobić, to tym lepiej. Dlatego tak się ucieszył, gdy mógł zająć się pięknym domem w swojej okolicy. Pewnego dnia, podczas rutynowej wizyty dokonuje w tym domu makabrycznego odkrycia. Roztrzęsiony i niepotrafiący poradzić sobie z sytuacją wybiega w poszukiwaniu ratunku. Z pomocą przychodzi mu przechodząca ulicą przypadkowa kobieta. Jest nią trzydziestopięcioletnia Ericka Falck, którą do rodzinnego miasteczka ściągnęła śmierć rodziców.

W tak małej miejscowości poczta pantoflowa działa naprawdę bardzo szybko. Już w ciągu kilku dni miasteczko aż huczy od plotek o śmierci bogatej i pięknej Alexandry Wijkner. Podobno popełniła samobójstwo. Podobno znaleziono ją w wannie wypełnionej zamarzniętą wodą pomieszaną z krwią. Podobno… Z początku wszystko wskazuje na dobrowolne odebranie sobie życia przez kobietę. Jednak po dokładniejszych oględzinach okazuje się, że ofiara nie mogła samodzielnie zadać sobie takich cięć na nadgarstkach.  Policyjne śledztwo rusza pełną parą. Do akcji wkracza komisarz Bertill Mellberg – zapatrzony w siebie, leniwy i generalnie niekompetentny człowiek, który w rozwiązaniu tej sprawy widzi już swój awans. Sprawą mocno zainteresowana jest również Ericka, która w dzieciństwie bardzo przyjaźniła się z Alexandrą. Wszyscy zainteresowani, choć kierowani różnymi pobudkami mają nadzieję na szybkie wyjaśnienie sprawy. Ale czy się uda…?

Szwedzka autorka, w odróżnieniu od swoich skandynawskich kolegów potrafi – pomimo przerażającej zbrodni, codziennych tragedii, które nękają bohaterów  - stworzyć ciepłą atmosferę. Myślę, że to w dużej mierze dzięki postaciom, które wykreowała. Jedna z głównych bohaterek Ericka Falck, swoim poczuciem humoru i „babskimi” problemami przypomina mi Bridget Jones. Zajmuje się pisaniem biografii cenionych, szwedzkich pisarek. Jednocześnie zmaga się z dodatkowymi kilogramami, sytuacją po śmierci rodziców oraz rozterkami miłosnymi. Tak samo jak ją z miejsca polubimy Patricka Hedströma. Tutejszy policjant ma za sobą nieudane małżeństwo. Nieco przytłacza go rutynowa codzienność, aż tu nagle na horyzoncie pojawia się Ericka, a on po tylu latach jakie minęły odkąd chodzili razem do szkoły, uświadamia sobie, że nadal się w niej durzy. Z biegiem akcji poznajemy również kolegów i koleżanki Patricka z komisariatu: sekretarkę Annikę, najlepszego kolegę Martina i dwóch starszych policjantów Gostę i Ernsta.

To właśnie dzięki umiejętnemu przedstawieniu postaci i czasem banalnych, ale ludzkich dialogach zrodziła się ta dobra atmosfera.  Przemieszanie kryminału z powieścią obyczajową było strzałem w dziesiątkę - autorka znalazła ogromną rzeszę fanów.  Tutaj zbrodnia, rozwiązanie zagadki, podążanie za mordercą jest równie ważne jak śledzenie  romansu Patricka i Ericki, a to przecież jest jeszcze wątek młodszej siostry Falck, Anny, która znajduje się w nieciekawym związku małżeńskim, a to i tak nie wszystko. Autorka opisała rzeczywistość mieszając ją z fikcją literacką z takimi szczegółami, w tak życiowy sposób tak, że chcemy… nie, nie! Musimy się dowiedzieć co prywatnie słychać u bohaterów. Z niecierpliwością czekamy jak to się wszystko rozwinie i zakończy i nie mówię tu o kryminalnym wątku. Dzięki temu książkę - jak to się mówi – wręcz „połykamy”.  Taaak, tylko sama zagadka jest dość przewidywalna, a sposób postępowania bohaterów jeśli chodzi o kwestię jej rozwiązania zbyt... intuicyjny.

Nasuwa się pytanie czy to wszytsko nie jest zbyt pretensjonalne jak na kryminał napisany przez "królową skandynawskiego kryminału"?

"Księżniczka z lodu" nie powaliła mnie na kolana, nie zaparła dechu w piersiach. Muszę przemyśleć i zacząć korzystać z jakiejś skali ocen książek, ta pozycja znalazłaby sie gdzieś w jej połowie. Oczywiscie przeczytam kolejne części, bo uwielbiam sagi, naprawdę polubiłam wykreowane przez Läckberg postaci i dam Wam znać, czy autorka czymś mnie zaskoczyła.
Czytaj dalej »

Chińczyk - Henning Mankell

Wydawnictwo WAB
Książka, która swoją formą zaskakuje. Nie jest stricte kryminałem. Łączy w sobie jego elementy wraz z powieścią obyczajową, niekiedy pamiętnikiem, a także komentarzem do otaczającego nas świata i zachowań międzyludzkich. Opasłe tomisko napisane przez jednego z moich ulubionych pisarzy, to dla mnie nie lada kąsek. Otuliwszy się w polarowy kocyk, z dzbankiem herbaty na podgrzewaczach zabrałam się do lektury.

Początek jest świetny. Intrygujący, w pełni pochłania czytelnika, nie dając mu praktycznie żadnej wskazówki co do rozwiązania zagadki. Oto w bardzo małym miasteczku, zamieszkałym przez kilka rodzin, którego nazwy próżno jest szukać na mapie, rozegrała się straszliwa, wręcz  masakryczna zbrodnia. Zero śladów sprawcy. Cisza dookoła, aż dźwięczy w uszach, gdy pojawia się tu pierwszy patrol policji. W wiosce nie ma śladów życia, nie widać mieszkańców, nie słychać szczekania psów. Po przekroczeniu progu pierwszego domu, oczom policjantów ukazuje się finalny obraz zbrodni – nie należący do przyjemnych widoków. Otóż zamordowano kilkanaście osób i to w sposób bardzo brutalny, wręcz agresywny i bezlitosny. Rozpoczyna się wyścig z czasem, aby wyjaśnić całą sprawę oraz medialna gorączka, gdyż jest to jedno z największych przestępstw w Szwecji.

W tym momencie do opowieści wkrada się nowa postać, sędzia Birgitta Roslin, która jest główną postacią w „Chińczyku”. Przeglądając materiały prasowe odkrywa, że może być spokrewniona z jedną lub dwiema z zamordowanych osób. Nie wiedząc dokładnie czemu, rozpoczyna swoje prywatne śledztwo w sprawie tej masakry. Co dziwne, idzie jej nadzwyczaj pomyślnie. Krok po kroku zbliża się, do coraz bardziej niebezpiecznych dowodów, aż w końcu trafia na ślad Chińczyka, który mógł być bezpośrednio zamieszany w zabójstwa – lub co bardziej pasuje zbiorową egzekucję. Wszystkie drogi tym razem nie prowadzą do Rzymu, lecz do Pekinu, gdzie też udaje się nasza bohaterka. I choć jest coraz bliżej rozwiązania zagadki, nie zdaje sobie sprawy w jakie niebezpieczeństwo się wplątała. A śmierć czyha na każdym rogu, o czym będzie mogła się przekonać…

To tylko krótki opis fabuły. Po całej lekturze muszę powiedzieć, że… jestem rozczarowana. Już pomijam fakt, że na każdej stronie wyglądałam Kurta Wallandera  (chociaż dobrze wiedziałam, że go tu nie znajdę), to jeszcze ledwo co przebrnęłam przez całość. Nie pasowały mi zbyt długie opisy, jak gdyby rozwlekłość tematu. Ponadto, już sam tytuł wiele zdradza, a z każdą stroną praktycznie mamy podane na tacy rozwiązanie. Dlatego też zakończenie w ogóle nie dziwi. Dużo jest opisów problemów nie tylko politycznych, lecz także życiowych, jak chociażby powolny rozpad małżeństwa pani sędzi. Książka, jak już wiele osób powiedziało, stanowi pewien komentarz do dzisiejszego świata. Jednak ja nie tego po niej oczekiwałam.

Jeśli pisarzem jest Mankell to bohaterem musi być Wallander, musi być akcja i napięcie, tajemnica, chwilowe rozterki i żywe uczucia. I fabuła musi być taka, żeby na końcu zakończenie nas zdziwiło.
Czytaj dalej »

Mężczyzna, który się uśmiechał - Henning Mankell

Wydawnictwo WAB
Realizm. To najważniejsza zaleta kryminałów Mankella. Bez wyolbrzymiania. Bez super- bohaterów. Gdy  pada deszcz, to czujemy się przemoczeni do suchej nitki, gdy opisuje ciemność – ciarki przechodzą po plecach. Przedstawiona codzienność nie jest przerysowana, wszystko dzieje się w swoim tempie. Jest i Wallander – główny bohater z licznymi życiowymi problemami i rozterkami. Człowiek z krwi i kości. Z czym przyjdzie zmierzyć się ma tym razem?

Kurt Wallander jest świetnym policjantem. I to wcale nie znaczy, że wie wszystko, jest wysportowany i gotowy oddawać strzały na prawo i lewo. Ma lekką nadwagę, nie może w nocy spać, wypija hektolitry obrzydliwej kawy z posterunkowego automatu i przede wszystkim jest upartym indywidualistą. By rozwikłać dręczący go problem potrafi godzinami wgryzać się w materiały ze śledztwa, dzwonić po współpracownikach w środku nocy z jednym tylko pytaniem i od razu po usłyszeniu odpowiedzi jechać na drugi koniec miasta, tylko dlatego, że ma jakieś niejasne przeczucie (które de facto zazwyczaj okazuje się słuszne). Jest to po prostu odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.

Jednak tym razem spotykamy się z nim w innych okolicznościach. Podczas swojego ostatniego śledztwa komisarz znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Podczas pościgu w gęstej skańskiej mgle oddał strzał. I zabił człowieka. Od tego wydarzenia minęło już wiele czasu, dni upływały Kurtowi na zapominaniu… w różny sposób, tego co się stało. Coś się w  nim złamało. Z racji swojego niestabilnego stanu psychicznego dostał zwolnienie lekarskie. Jego ulubionym miejscem stała się plaża, po której mógł odbywać całodzienne wędrówki. Podczas jednej z nich postanawia złożyć wymówienie i rzucić pracę w policji. Wieść szybko się roznosi… ale to oznaczałoby definitywny koniec. A Kurt Wallander nie potrafi robić nic innego.

Przełomowa okazuje się nie tyle wizyta jego starego znajomego adwokata Stena Torstenssona, co jej skutki. Sten opowiada mu o śmierci swojego ojca- z zawodu również adwokata. Zginął on w wypadku samochodowym. Jednak syn uważa, ze to nie był przypadek. Niestety, niezainteresowany komisarz odprawia go z kwitkiem i na nowo pogrąża się w swoim świecie. Do czasu… gdy dowiaduje się iż Sten, krótko po ich rozmowie został zastrzelony w swoim gabinecie. Czy śmierć dwóch adwokatów to tylko przypadek? Jak wyjaśnić te sprawy, gdy materiał dowodowy jest znikomy, a sprawa starszego Torstenssona dawno zamknięta? Wallander wraca na posterunek- dosłownie i w przenośni. Poczuł zew i musi znaleźć odpowiedź: kto? dlaczego? i w jakim celu?

Po powrocie czeka go kilka zmian, przede wszystkim poznaje młodziutką Ann-Britt Höglund. Ambitna policjantka z początku nie przypada mu do gustu, ponieważ jest „tym nowym”, zapowiedzią zmian w policji – a starzy wyjadacze po prostu się tego boją. Z czasem jednak zyskuje w niej lojalnego i błyskotliwego towarzysza. Postać ta  pozwala ukazać w książce, życie nie tylko z męskiego punktu widzenia.

Od początku wiemy, kto stoi z morderstwami dwóch adwokatów. Wydawałoby się, że w takim wypadku powieść będzie nudna, sprawa szybko się rozwiąże i już. Nic bardziej mylnego! Cały kunszt to odkryć prawdę krok po kroku. Mistrzostwo Mankella polega na tym, iż nawet opisując długie, żmudne i nic nie wnoszące przesłuchania, ślepe zaułki, monotonne spotkania – potrafi zrobić to w taki sposób, że z zapartym tchem czekamy na więcej. Nerwy, chwile załamania, błyskotliwe spostrzeżenia i małe sukcesy – tak wygląda prawdziwe śledztwo. I wierzcie mi, nie będziecie znudzeni ani przez chwilę. 

Czytaj dalej »

Zanim przekwitną wiśnie - Aly Cha

Prószyński i S-ka
Książka przedstawia historię pięciu pokoleń japońskich kobiet, które zmagały się ze swoim przeznaczeniem. Pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy: „to na pewno będzie kolejna opowieść o gejszach”. W sumie nie miałabym nic przeciwko temu, jednak Aly Cha stworzyła zupełnie inny portret Japonek. Odkryjemy świat daleki od luksusów, wypudrowanych twarzy, kokieteryjnego uwodzenia. Drogi opisanych kobiet nie były usłane różami, jednak najważniejsze pytanie brzmi: czy mimo tego były szczęśliwe?

Yuki poznajemy w 1969 roku. Wraz ze swoją matką- Miho, przemierzają drogę z Tokio do Osaki, gdzie mieszkała jej babka- Asako. Na dworze mróz, zawieja, okropne warunki – mimo to idą dalej. Yuki wie, że zostanie przez jakiś czas u babci, bo jej mama musi załatwić kilka spraw, a gdy już w po nią wróci, razem pojadą do Ameryki (gdzie jak wiadomo wszystkim żyje się lepiej). Gdy dochodzi do spotkania tych trzech kobiet, nie ma w nim radości i szczęścia tylko głęboko zakorzeniona rozpacz, żal oraz pośpiech. Miho znika by spełnić swoje przeznaczenie…

Mała Yuki zostaje pod opieką Asako, której życie nie było usłane płatkami róż (czy co byłoby bardziej odpowiednie wiśni). Siedząc całymi nocami, mieląc w młynku soję na tofu rozmyśla o swojej przeszłości i o tym, jak straciła swoją ukochaną córkę. Nie chcąc utracić również wnuczki, pragnie dać jej lepsze życie i wysyła ją do szkoły. Mała gotowa jest spełnić wszystkie przykazania babci, gdyż ta użyła małego podstępu wobec niej. Yuki ma jedno marzenie, by latać, ale nie tak zwyczajnie, tylko za pomocą parasola – jak pani, którą zobaczyła w telewizji. Asako powiedziała jej, ze to życzenie się spełni, jeśli będzie grzeczną, pilną i posłuszną uczennicą.

To między innymi wokół tych trzech kobiet stworzony jest główny wątek. Swój udział mają także matka i babka Asako – Michiko i Chijo. Każda z nich nosi w sobie swój dramat. W sercu jednej jak kolec tkwi poczucie, że jej mąż bardziej kocha córkę niż ją. Druga ubolewa nad swoim życiem służącej stale bitej przez wymagającą właścicielkę pensjonatu. Kolejna nie może pogodzić się z faktem, iż została zgwałcona… Smutne i przejmujące są losy tych pięciu pokoleń. Jednak jak to bywa życie nie jest tylko pasmem samych nieszczęść. Zdarzały się chwile szczęścia, namiętności, prawdziwej miłości.


Wierzenia i tradycje starej Japonii stale przeplatają się na kartach lektury. Przeznaczenie, honor i przesądy kształtują losy bohaterów. Pomimo tego, iż łatwo można się domyślić kolejnych wydarzeń z niecierpliwością czeka się na ciąg dalszy. Czy da się oszukać przeznaczenie albo zmienić swój los? Czy tylko pokornie przyjmować to co nam daje? Tym, co walczą z przeciwnościami dane są chwile szczęścia, biernym pozostaje pochylenie głowy i pokorne przyjmowanie każdego dnia. I choć w lekturze za dużo jest bólu i cierpienia, aż niemożliwe jest, by wszystkie te wydarzenia spadły na te kobiety – warto sięgnąć po „Zanim przekwitną wiśnie”, by poznać świat japońskich kobiet od tej drugiej strony.

Książkę zgłaszam do wyzwań: Nie tylko literatura piękna.

Czytaj dalej »
Copyright © 2014 LoliLola , Blogger