Ogłaszam tygodniową przerwę na blogu. Przez ten czas nie zamierzam
korzystać z internetu ani telefonu. Zarządzam czas relaksu i zwiedzania.
A będzie co oglądać! Czeska stolica jest zachwycająca. Lista "must see' przygotowana, szlak piwny
wyznaczony, książki spakowane (poszłam w czeską klasykę Kafka, Hasek,
Kundera). Do zobaczenia za tydzień. Ahoj!
Uwikłanie - Zygmunt Miłoszewski
Przyznam, że długo zwlekłam z
lekturą „Uwikłania”. Słyszałam o niej same pozytywne opinie, mnóstwo
pochlebnych recenzji, i jeszcze więcej zachwytów. Nie minęła chwila i dowiedziałam
się, że Zygmunt Miłoszewski nagrodzony został Paszportem Polityki. Pielęgnowałam w sobie przekonanie, iż będzie
to wybitny kryminał. Czekał na swoją kolej. Obrastał legendą. W tym czasie męczyłam
– tak, to dobre słowo tutaj – inne lektury. Gdy już przerosło mnie czytanie
miałkich i/lub przeciętnych tytułów, postanowiłam bliżej zapoznać się z
prokuratorem Szackim. W końcu tak długo na to czekałam.
Akcja powieści rozgrywa się w
Warszawie. W centrum stolicy zostaje popełnione przestępstwo. Dokładniej –
morderstwo. Przestępca użył nietypowego narzędzia. Ofiarą jest uczestnik
niekonwencjonalnej terapii grupowej tzw. ustawienia hellingerowskiego. Brzmi
skomplikowanie, prawda? Sprawa trafia na
biurko prokuratora Teodora Szackiego. Ten z miejsca zakłada dwie wersje
robocze. Albo mordercą jest ktoś z czworga pozostałych osób uczestniczących w
terapii, albo to przypadkowe zabójstwo podczas włamania. Prokurator od samego
początku trzyma się jednak tej pierwszej wersji. Rozpoczyna się mozolne
śledztwo, w którym pełno jest ślepych uliczek, intryg i kłamstw. Na światło
dzienne wychodzą samobójstwa, przekręty, morderstwa, brudy działalności SB.
Prokurator nie może narzekać na
nudę w pracy. W życiu osobistym również pojawiają się nowości, a raczej jedna. Młoda
i atrakcyjna dziennikarka. Pan prokurator, głowa rodziny, mąż i kochający
ojciec od tej pory będzie miotał się między namiętnością, wyrzutami sumienia,
pożądaniem i poczuciem obowiązku.
Ok, polubiłam postać Szackiego,
jednak nie wywarł na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia. Zupełnie nie rozumiem,
po co wdaje się w romans. Jakoś ta historia w ogóle mi nie leży, a stanowi jeden
z przewodnich motywów. Nie mniej jednak kreacja prokuratora to pierwszy plusik,
jaki przyznaję Miłoszewskiemu. Drugi jest za genezę zbrodni i próbę opisania
machlojek jakich dopuszczali sie funkcjonariusze SB, UB i inni agenci. Kolejny
za motyw terapii – ustawienie hellingerowskie. Pierwszy raz o nim usłyszałam.
Coś niewiarygodnego.
„Uwikłanie” czyta się szybko i z
zainteresowaniem. Niekiedy zdarzają się akapity „o niczym”, ale to raczej nie
przeszkadza. Tak jak wspomniałam, dla mnie wątek romansu mógłby być zastąpiony
czymś innym. Generalnie kryminał mnie nie porwał, przy czytaniu nie miałam
motyli w brzuchu, ani wypieków na twarzy nie mniej jednak to porządna lektura,
ale nie wybitna. Daję 4 paluchy.
Swoją drogą - Tomek Michniewicz
Autor jest podróżnikiem i dziennikarzem. Wymarzone połączenie -
przynajmniej dla mnie! Ma się okazje zwiedzić cały świat. Wzdłuż i wszerz. Dotrzeć
do miejsc, które są niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Zarabia się na swojej pasji, opisywaniu
swoich wrażeń i swoich przemyśleń. Wszyscy nam zazdroszczą,
przecież mamy wieczne wakacje. No cóż... nic bardziej złudnego! Ten punkt
widzenia stara się nam przedstawić autor.
Książka podzielona jest na trzy zasadnicze
części. Poprzedzone zostały takim jakby prologiem – rozmową Tomka z warszawskim
taksówkarzem. Kierowca, zazdrości
swojemu pasażerowi życia. Wieczne podróże, ładna pogoda, wiele przygód itd.
Tomek stara się opowiedzieć mu jak to naprawdę wygląda, ze nie zawsze jest
kolorowo, że to ciężka praca, która często bywa niebezpieczna. Ten wątek
przewija się przez całą książkę.
Każda z części poświęcona jest osobie
wybranej przez autora, która jest dla niego w jakiś sposób ważna. Pierwsza
opowiada historię niegdyś bliskiego kolegi Michniewicza – Marcina. Został on wyrwany
z korporacyjnej rzeczywistości i przeniesiony wprost do środka dzikiej
afrykańskiej dżungli. W kolejnej możemy
przeczytać historię wspólnej podróży Tomka i jego żony – Marianny, do Arabii Saudyjskiej.
Ostatnia relacjonuje wyprawę autora i jego ojca do Nowego Orleanu.
Michniewicz opisuje codzienność
tych podróży, swoje oczekiwania i przemyślenia. Wszystko opisane jest poprawnie
i płynnie. Ksiażka wydana jest na bardzo ładnym i przyjemnym w dotyku papierze.
Zawiera wiele fotografii, opisów i odnośników. Wiec co jest nie tak? Czemu
lektura „Swoją drogą” mnie zmęczyła?
Otóż, kompletnie nie mogę
przetrawić stylu autora... Oczywiście to jego książka, jego opowieści, jego
wizja. Cały czas miałam wrażenie, że
Tomek skupiony jest przede wszystkim na sobie, że to on jest najważniejszy.
Jest reżyserem, scenarzystą i producentem tych przedstawień. I niby opisuje
przemyślenia poszczególnych współtowarzyszy, ale mam wrażenie, ze nie traktuje
ich serio... Miejsca do których się udał są naprawdę fascynujące! Autor podrzuca
nam ciekawostki o nich, pokazuje od środka i to jest wielki plus tej książki.
Jednak równie wiele jest banalnych opowiastek. Czytelnik widzi jak na dłoni
rosnące napięcie między autorem a jego żoną czy ojcem. Wydaje się, że sam Michniewicz
również to dostrzega skoro o tym pisze... A jednak, za bardzo lubi/kocha swoje
dotychczasowe pełne przygód życie, żeby z niego zrezygnować i skupić się na
pielęgnowaniu swoich relacji z nimi. No cóż, jak to się mówi są sprawy ważne i
ważniejsze.
Podsumowując, jeśli nie jesteście
zbyt przewrażliwieni na punkcie relacji międzyludzkich to książka dla Was.
Jeśli nie, to trochę będzie Was drażnić zachowanie autora, ale przebrniecie
przez nią. Daję trzy paluchy.
Sutaszowe love
W ostatnich dniach tworzenie biżuterii pochłonęło mnie zupełnie. Najbardziej lubię technikę sutaszu. Jest ona bardzo czasochłonna, wymaga cierpliwości i zręcznego posługiwania się igłą i nitką - za to efekty są niesamowite! Biżuteria wychodzi kolorowa, dekoracyjna i szykowna. Zresztą zobaczcie sami:
Jeśli spodobały się Wam moje prace, zapraszam na drugiego bloga (klik, klik tu albo w zdjecie po prawej stronie).
P.S.: Obecnie zaczytuję się w książce Tomka Michniewicza "Swoją drogą" - recenzja niedługo :)
Zimowo
Dzisiaj zamiast recenzji, garść fotografii. Na blogu stopniowo wprowadzam zmiany. Jak już zauważyliście zmieniłam szablon i kolory. Zmieni się też nieco tematyka postów. Oczywiście nie rezygnuję z mojej ukochanej literatury! O to się nie martwcie. Mam zamiar wprowadzić tutaj również tematykę podróżniczą i lifestylową. Wiem, że zrobi się z tego strona "o wszystkim i o niczym". Cóż mogę rzec? "Mówi się trudno i płynie się dalej" - jak mawia moja ulubienica Doris z Gdzie jest Nemo? Pisanie tego bloga ma przynosić mi satysfakcję i radość, a nie zawsze mam wenę do pisania recenzji. Za to często milion myśli kłębi mi się w głowie - myśli, którymi chciałabym się z kimś podzielić, albo po prostu wyrzucić je z siebie.
Ostatnio dużo czasu poświęcam na przemyślenia na temat rozwoju osobistego. Mam mnóstwo wolnego czasu, problem w tym, że ucieka mi on między palcami. Najwyższa pora wziąć się za siebie! W ramach "terapii" małych kroczków postanowiłam przynajmniej trzy razy w tygodniu spędzać trzydzieści minut na świeżym powietrzu. Nie liczę tu jednak czasu, który poświęca się na dojście gdzieś, załatwienie czegoś etc. To ma być czas dla mnie. Spacer, rower, bieganie, cokolwiek. 30 minut. Mało? Zobaczymy, najważniejsze na chwilę obecną jest wprowadzenie tego planu w życie i regularne jego wykonywanie. Zaczynam budować dobre nawyki. A Wy jakimi dobrymi przyzwyczajeniami się pochwalicie?
![]() |
| Lokalna rzeka Mindel |










.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
